smut, żaden tam wkurw
Opublikowane: Sierpień 12, 2011 Filed under: Uncategorized Zostaw komentarz »kolejne smutne piwo
wypiłam wczoraj rano
zebrane lepkie żniwo
na piersi rozcierano
pod palcem pulsowała
sina, złota żyłka
która projektowała
mych wyczekiwań kilka
choć już nie doczekam
umyłam dzisiaj włosy
i zamiast kropel piwa
pić będę krople rosy
sennik
Opublikowane: Maj 26, 2011 Filed under: zlepek bez sensu zdań 3 Comments »moje sny mnie co raz bardziej zadziwiają. nie będę się na ten temat rozpisywać, opowiem zamiast tego wydarzenia ostatnej nocy:
śniło mi się dziś, że posiadłam zdolność zmiany wyglądu. wystarczyło wychuchać w dowód osobisty imię i nazwisko osoby w którą chciałam się zamienić i gotowe. przemiana trwała zawsze do północy. potem znów odzyskiwałam swój wizerunek. nie tylko ja mogłam dokonywać takich przemian, dzięki czemu byłam świadkiem bardzo ciekawego wątku kryminalnego-człowiek z którym spędzałam czas w tym śnie, skądinąd, nieznany mi zupełnie w realu, a także jego ojciec mieli wrogów. jeden z bandziorów w pewnym momencie przybrał bezczelnie wizerunek syna, po to, by zaatakować ojca.
w tym śnie miałam ciała i twarze wielu osób, a pod sam koniec z angeliny jolie przemieniłam się w osamę-na własne życzenie-a potem spojrzałam po sobie i zobaczyłam, że mam długą brodę i chyba na serio wyglądam jak bin laden. tak się przestraszyłam, że szybko wyszeptałam zaklęcie unieważniające przemianę, i dopiero gdy znów stałam się sobą-obudziłam się.
bilans tygodnia
Opublikowane: Maj 14, 2011 Filed under: moja paranoje, wkurw Zostaw komentarz »1. zrobiłam naprawdę dobry projekt, zgarnęłam pięć i pół (profesor wpisał w index “celujący”, hehe), no i tyle. nikt tego już pewnie nie zobaczy.
zaczęłam odczuwać potrzebę podzielenia się ze światem tym, co robię, zaczynam ogarniać jeden konkurs, drugi czeka już w kolejce. marzę o tym, że kiedyś zostanę wielką artystką i-jezusie-będę miała wernisaż!
2. zawiesza mi się komputer. średnio co kilka minut. prace na konkurs obciążają program graficzny, bo są w dużym rozmiarze, efektem czego wszystko robię 3 razy dłużej. o, znowu się zawiesił.
3. hejters gona hejt, jak mówi stare przysłowie. dotarli już tutaj. jak niskim człowiekiem trzeba być, aby hejtować bloga którego czytają 4 osoby?
4. człowiek o którym wspominałam w poprzedniej notce nie powiedział mi cześć. no dobra, widziałam go z oddali. ale nadal jestem burakiem.
5. chcę żeby ta sesja się już skończyła i żebym wygrała 10000 zł w konkursie. w tym momencie tylko to jest w stanie poprawi mi nastrój. no dobra, bzykaniem też nie pogardzę.
sekret.
Opublikowane: Maj 7, 2011 Filed under: buraczane opowieści, moja paranoje 3 Comments »w dzisiejszym odcinku wyjaśnię mój wstydliwy sekret:
“dlaczego nie witam się z ludźmi”
powody są dwa.
powód pierwszy: jestem burakiem. zwyczajnie, gburem. panem andrzejem z wąsem. najchetniej pogoniłabym sąsiadów widłami. problem w tym, że w sumie sąsiadom mówię “dzień dobry”. komu więc nie mówię? dalszym znajomym, gdy wiem, że nie skończy się na zwykłym “cześć”. trzeba będzie zapiszczeć, dać buziaczka, pogadać o niczym, poszukać nerwowo tematu, poszukać nerwowo czegoś w torbie, powiedzieć “koniecznie musimy umówić się na piwo!” i uciec. nie witam się też z ludźmi, których kiedyś poznałam (prawdopodobnie w jakichś pijackich warunkach) i jestem przekonana, że mnie nie pamiętają. pewnie jest jeszcze kilka innych przykładów, ale nie warto wymieniać.
powód drugi: jestem burakiem. na dodatek nieśmiałym. szczególnie w stosunku do osób, które powodują u mnie przyspieszone bicie serca i waciane nogi. nie no, żadne tam miłości. nie witam się z “ciachami”. nie witam się, bo wstydzę się, bo mam upierdolone spodnie, bo piję browca z mocno starszymi koleżankami ze studiów, bo mam na sobie zjebaną, acz ukochaną kurtkę z lumpa z tysiącem naszywek, bo Ty jesteś z ładną koleżanką a ja mam odrosta. nie witam się, bo mam stresa, a jak mam stresa to gadam głupoty. nie witam się, bo jestem gburzycą.
panowie i panie, mówcie mi cześć. to nie tak, że was nie lubię.
powodzie numer dwa, jeśli to czytasz, powiedz mi “cześć”. to jest jebany apel. może odczarujesz tego buraka.
wkurw powszedni
Opublikowane: Maj 1, 2011 Filed under: Uncategorized Zostaw komentarz »zasypiałam wczoraj z pomysłem na nowy wpis. chciałam napisać o tym, co mnie wkurwia.
niestety, zapomniałam.
youtube, shetube.
Opublikowane: Kwiecień 25, 2011 Filed under: moja paranoje 1 Comment »po kolejnej serii snów, dość, w niektórych przypadkach, realnych zaczęłam się zastanawiać nad wymarzonym życiem.
często mówi się, wspominając jakąś sytuację, że była filmowa. “no normalnie czułam się jak w szwedzkim filmie!”, “było tak romantycznie, tylko celine dion w tle brakowało” czy chociażby najzwyklejsze i w swej prostocie najpiękniejsze: “dramat.”
mój ostatni sen z bileterką był najznakomitszym połączeniem skandynawskiego, kwaśnego kina z romantyczną komedią z wątkiem lgbt. rili szkoda, że takich filmów nie kręcą, bo chętnie bym obejrzała. problem tkwi jednak w tym, że jest to już kolejny sen z serii “rozczarowujących po obudzeniu” a polega to na tym, że budzisz się i ocierając łzę, żałujesz, że to był li jedynie sen. marzenie, fantazja, rojenie. ułuda.
to było wczoraj. dziś ponownie przemyślałam (jak to się mówi: przespałam się z tym) i doszłam do wniosku, że jednak dobrze, że moje życie nie jest jak film albo sen. w pierwszym przypadku byłoby przewidywalne i wyreżyserowane. a drugim byłoby tak kwaśne i mroczne, że musiałabym się zabić.
najgorzej jednak, gdyby moje życie było filmikiem z jutuba.
a gdy jest zimno i smutno… s.o.s. karmelowy
Opublikowane: Kwiecień 12, 2011 Filed under: s.o.s., wkurw 3 Comments »nie od dziś wiadomo, że słodycz poprawia humor.
chwilowo, oczywiście, do następnego wkurwa. ale ciastko między jedną chryją a drugą, pozwala nabrać dystansu. ciastko łagodzi ból, cukier słodzi gorzkie nastroje, a sól łez wspaniale komponuje się ze słodkim karmelem.
no właśnie, słony karmel. coś niesamowicie pysznego i uzależniającego. próbowałam różnych przepisów-najbardziej spodobał mi się ten najprostszy i najtańszy-ze składników które zawsze się ma w domu, więc można go zrobić o każdej porze dnia i nocy.
wiem, to nie jest blog kulinarny. ale solony karmel to nie jest potrawa. to jest ideologia.
przepis pochodzi z internetu-niestety zapisałam go we własnej głowie, i nie pamiętam z jakiego bloga go wzięłam.
- szklanka cukru
- 1/4 szklanki wody
- 1/2 szklanki słodkiej śmietanki, najlepsza kremówka (36%)
- łyżka kwaśnej śmietany
- łyżeczka soli morskiej
cukier z wodą podgrzewać w rondelku tak długo, aż zacznie bomblować a potem zrobi się złoty. następnie zdjąć rondelek z ognia, wlać pozostałe składniki i wymieszać, jeżeli zrobi się gruda-wrzucić całość znowu na ogień.
podawać z czekoladowym ciastem albo lodami waniliowymi.
dzień pod znakiem nergala
Opublikowane: Kwiecień 7, 2011 Filed under: moja paranoje, nergal, wkurw 7 Comments »w ramach pokonywania swoich lęków, zaczęłam oddawać krew. po raz pierwszy ponad dwa lata temu. oddałam dwukrotnie, potem nie miałam czasu, potem chorowałam, potem brałam leki, potem znów chorowałam. ostatnim razem, pan doktor usłyszał moje chrząknięcie (no chrząkam sobie, regularnie, jak normalny człowiek. kilka razy dziennie), stwierdził, że to na pewno infekcja, i mimo dobrych wyników-odesłał do domu. powiedział, że to dlatego, że dziś “dzień pieroga”. czyli biorą krew dla maluchów, a ta musi być najwyższej jakości. przepowiedział mi również, że skoro tak chrząkam, to za kilka dni będę chora. dzień pieroga się skończył, a ja nie zachorowałam.
dałam sobie następną szansę, i korzystając z okazji, że byłam raniutko w mieście-pojechałam do rck celem ponownej próby. tym razem wreszcie zostałam zakwalifikowana, przy okazji również zapisałam się do banku szpiku. wielki plakat z nergalem nadal wisi w korytarzu.
poczułam się już dziwnie po ukłuciu w palec, ale myślałam, że to podniecenie. wypiłam dwie szklanki wody i poleciałam oddać pół litra. to było do przewidzenia… nie dość, że krew pompowałam z prędkością żółwią, to przez następne pół godziny po odłączeniu od igły leżałam i mdlałam (nie zemdlałam na dobre tylko dlatego, że nie pozwolono mi wstać). lekarz przyszedł do mnie podkurwiony jeszcze 3 razy
w tym czasie wpompowano we mnie dobry litr wody i dopchano czekoladą.
poranek na stresie.
mam nadzieję, że mój dzisiejszy dobru uczynek sprawi, że jutro, w doskonałym nastroju, zdam egzamin na prawo jazdy. byłoby git.
syndrom odstawienia
Opublikowane: Kwiecień 7, 2011 Filed under: moja paranoje 1 Comment »już któryś tam dzień, czy rok, nie odróżniam. jest pustka, i nic nawet nie motywuje do wkurwa. wiem, wiem. wiosna. na to czekałam. przestała jednak jakoś cieszyć, a może i nawet, nie zaczęła.
zaczęłam oglądać alfa. prześmieszny serialik, z lat 80′. czasami czuję się jak on, mówiąc dosłownie-wyalienowana. ludzie przestali zapraszać mnie na imprezy, gdzieś tam o mnie pozapominano. no i spoko, jak będę chciała wypić speca, to zawsze się ktoś znajdzie. ale jednak…
ok, trzeba to przyznać. jestem ludzką ćpunką.
od x dni jestem czysta.
moje życie jest jak islandzkie piosenki
Opublikowane: Kwiecień 6, 2011 Filed under: moja paranoje, zlepek bez sensu zdań 2 Comments »ostatnimi czasy miewam dwa wieczorne odczucia. na przemian się pojawiają, w zależności od nastroju i otoczenia; nigdy jednocześnie.
numer jeden. schiza. człowiek. młotek. śmierć. paraliż.
leżę i czekam, aż zdradzi swoją obecność. staram się nie ruszać. przykrywam się dokładnie kołdrą. znika, kiedy zapalam światło; pozostaje niestety jeszcze kwestia strachu podczas gdy dłoń sięga do włącznika. to jest chyba najstraszniejszy moment. zazwyczaj bywa, że tuż przed zaśnięciem się uspokajam.
numer dwa. nie mogę doczekać się poranka. leżę, kotłuję się pod kołdrą, odkrywa, przykrywam. nie mogę zasnąć. jutrzejszy dzień mnie ekscytuje, chociaż wcale się nie zapowiada ekscytująco. a jeżeli jednak zdarzy się tak, że zapowiada się, to już kompletny dramat. okropne uczucie, że jak już zasnę, to jakoś zleci. i faktycznie zleci, i nawet wiem, że nad ranem nie będzie mi się chciało wstawać. ale co z tego, skoro teraz nie mogę zasnąć.